niedziela, 10 marca 2013

Moje male swieto w Bratyslawie (Slovakia)

Wrocilismy do cywilizacji:) Bardzo sie z tego powodu ciesze, poniewaz mial byc to bardzo regenerujacy weekend a skonczylo sie na szybkiej ucieczce ze Slowacji:)

Zacznijmy najpierw od przyjemniejszej czesci. Otoz na Dzien Kobiet oprocz wspolnego weekendu otrzymalam jeszcze zestaw kolorowek firmy Pupa. Nie wiem czy znacie, lubicie, uzywacie tych kosmetykow, ale ja od zawsze za nimi przepadam. U nas dostepne sa jedynie w Sephorze, Douglasie w postaci szaf, na Slowacji trafilam do sklepu firmowego i bylo cudownie! Chcialam wszystko, we wszystkich odcieniach. Na dodatek, pomimo, ze Slowacja droga za sprawa euro to kosmetyki Pupy o wiele tansze niz w Polsce. Ucieszylam sie bardzo:)

A oto moja torebeczka pelna niespodzianek:)

 
A oto co jest w srodku :
 
 

 
W szmince szukalam czegos pomaranczowego. Trafilam na soczysta i na dodatek super nawilzajaca szminke Miss Pupa.
 
 
 
 
A teraz o cenach:
Maskara 7.90 euro
Cienie : 2 x 6.90 euro
Szminka : 7.90 euro
Lakier do paznokci: 3.90 euro
 
A teraz o samej wyciecze na Slowacje.
Zaczelo sie juz od samego rana, poniewaz zapomnialam calej bizuterii. Pomyslalam, ze wracac do domku nie bede, bo powroty przed droga nie wroza nic dobrego. Jechalismy przez Slask, poniewaz Karol mial tam jeszcze jedno potkanie i tak sie sklada, ze jak dojechalismy do Zywca postanowilam sprawdzic na nawigacji ile czasu zajmie nam teraz droga do Bratyslawy! Okazalo sie, ze nawigacja nie ma mapy Europy! Szlag mnie trafil, bo przeciez zapewnano mnie, ze mape uaktualniono! Ok. wlaczylam telefon, zrobilam print screeny z mapa dojazu do hotelu i przekroczylismy granice. Po drodze nie widzielismy ani zywej duszy, czasami az wydawalo sie to nierealne i wywolywalo we mnie strach. W pierwszym sklepiku zaraz za granica kupilismy winiete, przykleilismy ja a papierek po naklejce wlozylam gdzies do torebki.  Utknelismy w korku na prostej drodze, poniewaz cykl swiatel byl zle dopasowany do liczby podrozujacych. Autostrady slabej jakosc, po ktorej na dodatek nikt nie jezdzi, kompletny brak ruchu, a najgorsze, ze autostrada ciemna jak ... kazdy doskonale wie! Brak swiatel, lamp, parkingow, stacji paliw kompletny! Do Bratyslawy mielismy 200km, ktore Karol pokonal w ekspresowym tempie i udalo mi sie doprowadzic nas do hotelu. Zatrzymalismy sie w 4 **** hotelu, ktory mial byc dla nas przyjemnoscia. Gdy weszlismy do pokoju, zostalismy przejemnie zaskoczeni, na pierwszy rzut oka wszystko wygladalo calkiem profesjonalnie. Od razu zeszlismy do restauracji, bo turysci z Polski poczuli sie bardzo wyglodniali:) Menu bylo srednie, niby wszystko brzmialo bardzo smecznie, a jednak na nic nie mialam ochoty. Wybralismy przystawki, danie glowne i desery. Gdy podano nam deser sprobowalismy go i mowie do Karola: patrz, tu chodzi jakas larwa! Wkurzylam sie niemilosiernie. Wzialam talerz z tym robalem i pognalam do kelnerow i mowie: Look what you have just served us, there is a worm!!! Kelnerzy patrzy na mnie jak na idiotke, ja nadal A WORM!! Nic. W koncu powiedzialam: an animal!! Przypatrzyli sie blizej i zdebiali!! Pobiegli po szefa kuchni. Przez dlugi czas nikt do nas nie przychodzi, w koncu wyszedl sam szef z tlumaczem i zaczal przepraszac! A ja doskonale wiem o co chodzi, za gruba kase (kosz kolacji 100 euro) serwuja klientom stare jedzenie! Jak tak mozna?  Oczywiscie nie zaplacilicmy ani centa za kolacje. Wrocilismy do pokoju z mysla, ila ja tych larw zjadlam i ciagle wygdawalo mi sie, ze cos po mnie chodzi. Lozka nie byly najczystrze, prysznic taki, ze nie mozna sie bylo zgiac po mydlo wiec nad ranem opuscilismy ten nieszczesny hotel i nie przedluzylismy naszego pobytu. Oczywiscie wyszlismy bez snaidania, bo kto wie co podaja na pierwszy posilek dnia? Trafilismy do slicznie wygladajacej kawiarenki z seserami i swiezymi kanapkami. Zamowilismy same pysznosci, Pani podaje mi kanapke a tam co: czarny wlos! Normalnie myslalam, ze zwymiotuje, po przezyciach z osttaniej nocy. Odmowilismy zjedzenia czegokolwiek i poprosilismy o refund. A panie takie zdziwione, ze nic tknac nie chcemy! Moze na Slowacji cos takiego jak Sanapid nie istanieje?
 
Decyzja zapadla, wracamy do Polski na glodniaka. Jedziemy sobie autostrada, mijamy policje, jedziemy nadal, znowu policja i zapalili sobie swiatelka STOP i machaja do zjazdu. Przyszlo 2 panow, poprosilo o dokumenty i o ten `swistek`, ktory byl dolaczony do winiety!! Ja w szoku, kto trzyma podklad od naklejki?? W stresie wywalilam wszystko z torebki i ucieszylam sie jak glupia. A policjanci tylko sie usmiechneli i zapytali: dlaczego nie ma wpisanej rejestracji? A ja na to, ale gdzie? Pokazali na puste miejsce, a ja w szoku... No to mandacik 40 euro!! A my bez gotowki! W dobie kart platniczych oni chca 40 euro!! No to oni zaczeli juz swoja spiewke, ze zabiora prawo jazdy... skonczylo sie tak jak zazwyczaj...
 
Po tym wszystkim chcialam jak najszybciej wyjechac z tej brudnej, biednej, starej Slowacji.
 
Tylko przekroczylismy granice, zatrzymalismy sie na jedzonko. Wyglodniali po calym dniu, ucieszeni, ze juz na polskiej ziemi zajadalismy sie pysznym jedzonkiem. Ruszylismy w dalsza droge i tak dotarlismy do Wroclawia. Poprosilam jeszcze tylko Karola, aby zatrzymal sie pod Piotem i Pawlem, bo wyskocze kupic tylko pieczywo i cos do kanapek. I to byl duzy blad. Straszy pan, cofajac bez swiatel stuknal w nasz samochod! Jeszcze tego bylo malo. Oby takich wycieczek bylo jak najmniej. Dziekuje, ze dojechalismy w jednym kawalku...
 
 

czwartek, 28 lutego 2013

Klotnie w domu :)

Normalnie wyszlam wczoraj z siebie i stanelam obok!

Karol, dzwonil do mnie wczoraj sto razy. A ja juz nie moglam. W koncu wyladowal - zadzwonil, odebral samochod - zadzwonil, wyjechal - zadzwonil. Jako, ze ja Perfekcyjna Pani Domu jestem to postanowilam przygotowac jego ulubiony obiad. Mielone! Wrzucilam wszystkie skladniki do miski, wlozylam rece i co? Karol dzwoni, powiedziec, ze utknal w korku. Wiec ja w te pedy myje rece, wycieram, przeciez iphona nie odbiore mokrymi dlonmi (juz probowalam, nie dziala), a Karol do mnie: dlaczego nie odbieram??? Jak mna rzucilo, to mu powiedzialam, ze zaraz jego ulubione mielone, skoncza cale na tym telefonie i tyle bedzie z obiadu i telefonu!

Zagotowalam sie!

Wiedzial, ze nabroil i jak tylko otworzyl walizke wyciagnal z niej:


Wie, ze uwielbiam angielskie czytadla, a o Grey`u chcialam poczytac w oryginale, bo moze lepiej bedzie brzmialo:)

Wiem, ze oprocz hotelu i firmy nie mial czasu wolnego, a co najwazniejsze widzial sie z Mama i Siostra wiec tym bardziej sie ciesze, ze o mnie pamietal:)

Zapytalam sie czy nastepnym razem dostane cos z duty free:) Odpowiedzial, ze woli nie ryzykowac rozwodem gdyby nie trafil z kolorem:)

Wyslal tez smsa: I like to get gifty with you :)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Bo szyc... uwielbiam

Bawie sie ostatnio szyciem i sprawia mi to ogromna radosc. Gdy mam jakis pomysl, musze go wykonac od razu... I tak bylo z owa podusia, kompletnie sie zapomnialam gdy nad nia pracowalam i wyszla jeszcze lepsza niz sie spodziewalam. Mam nadzieje, ze ucieszy jakiegos brzdaca...


 



piątek, 22 lutego 2013

Niespodzianka dla Nastusi - spodniczka TUTU

Nasti to czort i kazdy juz o tym wie:) Dusza z niej artystyczna, bo siapki (farby) uzywa co najmniej 3 x dziennie, do tego tanczy do kazdej muzyki. A ja postanowialam zrobic jej mala niespodzianke, aby umilic jej jeszcze bardziej czas spedzony na tancach-polamancach:)




Spodnica daje efekt zwiekszonej objetosci dzieki 5 warstwom tiulu, ktory przy tej  ilosci stal sie odrobine twardy:)

Teraz musze jeszcze tylko zrobic zdjecie Nastusi w nowej spodnicy:)

Udanego weekendu:)

środa, 20 lutego 2013

Zrob to sama czyli DIY x 3

Robienie zdjec przedmiotow znajdujacych sie na parapecie lub w oknie to mordega i poleglam na calej linii, ale postaram sie przyblizyc chociaz ksztalty.

Bardzo, ale to bardzo brakowalo mi czegos w oknach. A ze nie lubie dlugich firanek, az do ziemii, bo przemawia do mnie fakt, ze pochlaniaja tylko kurz postawilam na wersje mini. I oto co po szyciu, pruciu, szyciu, pruciu i w koncu uszyciu powiesilam w pokoju.
Aby zdjecia nie wyszly calkowicie przeswietlone musialam zaslonic rolety. Na koncu powiesilam drewniane, biale serduszka, ktore powiesilam na wstazce. Oczywiscie przyciemnilam tez odrobine zdjecie, dzieki czemu roz na scianach zyskal zdecydowanie ciemniejszy odcien niz w rzeczywistosci.

Teraz widok calosci
 
Na parapecie ustawilam 2 koszyki i pudelko chusteczek Hello Kitty:)
 

Poczatkowo koszyk byl brazowy, ale zdecydowanie lepiej wyglada w bieli dlatego kupilam bialy, matowy spray i po kilku warstwach farby uzyskal dokladnie taki efekt jaki chcialam. Teraz uszyje jeszcze nowe wnetrze koszyczka, zmienie tasiemki i dodak kokarde. Ale to w nastepnym odcinku mojego DIY:)
Obok dumnie prezentuje sie materialowy koszyk na ksiazki. Nie jestem fanka postawienia ksiazek na polce i pozostawienia ich samym sobie, chyba, ze jest to biblioteka szkolna/domowa.
 

go z tej samej takaniny z jakiej zazdrostki i rowniez wyglada slicznie. Przynajmniej w mojej opinii.

A teraz jeszcze kilka zdecydowanie lepszych jakosciowo zdjec:)
 
 
Takie male zmiany, ale ciesza ogromnie, szczegolnie gdy wykonalam je sama:)
Przymierzam sie do coraz wiekszych projektow!

A w piatek ide na kolejna rozmowe kwalifikacyjna. Tym razem rynek oprogramowania, o ktorym mam male pojecie i dlatego na sama mysl o tym spotkaniu chce mi sie do lazienki:( Doszlam jednak do wniosku, ze nie ma co sie poddawac jeszcze przed startem, sprobuje. Odpycha mnie tylko fakt, ze mam zaproponowac sposoby na zwiekszenia sprzedazy! Wydaje mi sie, ze od tego jest wlasnie dzial sprzedazy, nie znam dostepnego budzetu, nie wiem na jakich rynkach firma chcialabym powiekszyc sprzedaz, nie wiem na jakich produktach chca sie skupic, nie wiem czy sprzedaz szczegolnego produktu kuleje i nie wiem jakie produkty maja zostac wypromowane. Uwielbiam takie hipotetyczne pytania. Najlepiej jest wystrzelac sie z genialnych pomyslow, a pozniej dziekuja ci za udzial w spotkaniu, spisujac wszystkie Twoje zlote mysli i wdrazajac je jako wlasne do firmy! Juz sie nie moge doczekac!

wtorek, 19 lutego 2013

Spoznione Walentynki

W koncu jestem. Zajelo mi to troszke czasu, ale mam dobre wiesci, teraz juz bede Was soba meczyla:)
 
Nie bylo nic o naszych Walentynkach wiec przystepuje do szybkiego skrotu wydarzen.

Karol wrocil do domku ok.14.00 i tym samym zrobil mi ogromna niespodzianke, zza plecow wyciagnal jeszcze moje wymarzone kwiaty i slodycze, ktore snily mi sie juz po nocach:)


Marzylam tez o wielkim naszyjniku, ktory bede mogla nosic do koszili. I tym razem sie nie zawiodlam. Pokazalam kiedys ten naszyjnik Karolowi, ale kosztowal troszke zbyt duzo wiec powiedzialam zeby go zapamietal i kiedys zrobil mi niespodzianke. I zapamietal bardzo dobrze:)

Swoja droga, opowiadal mi jak wszedl do sklepu z bizuteria, podszedl do miejsca gdzie powinien wisiec ten naszyjnik a jego NIE BYLO. Powiedzial Pani, ze on przyszedl po taki naszyjnik, ktory wisial dokladnie w tym miejscu, w ktorym on stoi i gdzie on teraz jest? Z tego co wiem prawie dostal palpitacji serca, zanim uprzejma Pani pokazala mu gdzie przeniesli owe swiecidelka. Na koniec Pani zaproponowala Karolowi 30% upust na torebki. On tylko stwierdzil: ze taki odwazny to on niestety nie jest i takim prezentem moglby sobie wyrzadzic zdecydowanie wiecej krzywdy niz przyjemnosci:) I ma racje, na torebki jestem wyjatkowo wyczulona i pewnie wpadlabym w spazmy gdyby nie byla idealna. A takich Walentynek nikt by nie chial.

Swoja droga, nigdy nie potrafie ukryc emocji zwiazanych z prezentami. Na mojej twarzy od razu mozna odczytac czy to byl trafiony prezent czy tez nie.

Lubie zapraszac Karola do restauracji:) Swoja droga, super zaproszenie jak to on placi:) Zreszta to i tak bez roznicy, przejelam jego konto:) Skonczylismy w Pizza Hut, ale ze bylismy tam ok.16:00 zatem wyprzedzilismy wszelkie pozniejsze kolejki. Zdecydowalismy sie na festiwal pizzy z nielimitowanymi napojami. To byl duzy blad:) Kelnerzy donosili i donosili, i donosili, iiiii donosili wiecej pizzy. Z poczatku probowalam kazdej, pozniej juz tylko tych na cienkim ciescie, na koncu juz tylko tych, ktore wydawaly mi sie ciekawe. Zostawialam wszelkie brzegi, czasami polowki kawalkow, ale i tak zjadlam o WIELE za duzo. Do konca dnia juz nic nie jadlam. Ba, nastepnego dnia tez nic nie jadlam, bo myslalam, ze eksploduje.
A oto juz ja prezentujaca nowy prezent:)


Bylo super, dziekuje Karolku :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Misz masz

Jestem dzis tak zabiegana, ze nawet sie nie zorientowalam, ze juz 14:30.
Zrobilam dzis pranie x2, prasowanie, uszylam poszewke na poduszke - pierwsza w zyciu.

 
 

Zaszylam kieszenie Karolowi, sprejuje koszyk oraz ... dostalam maila od dawnej przyjaciolki.

Ucieszylam sie niesamowicie, poniewaz wiedzialam, ze byla w ciazy i od jakiegos czasu nie odpisywala na moje maile. Myslalam, ze stalo sie cos zlego, ze po prostu poronila. A tu przyslala swoje zdjecia z ogromnym brzucholkiem i zdjeciami malenstwa :) Oczywiscie zostalismy rowniez zaproszeni w odwiedziny. Musze sie tylko wybrac na zakupy dla maluszka, a pozniej poprosze Karola, aby zawiozl mnie do Katowic:) Bedziemy plotkowac, pic kawe i jesc pyszne ciastka:) Jak zawsze my:)